Wszystko jest w zasięgu ręki
4 sierpnia 2019
***
6 sierpnia 2019

Zupełnie tego nie rozumiem. Ja już chyba niewiele rozumiem, i może coraz bardziej pozwalam życiu przepływać, staram się wymachiwać ramionami jak najmniej, by nie nie zawracać nurtu i nie burzyć wody w rzece życia, choć czasem nie mogę się powstrzymać.

Ale oto siedzę, znowu w mojej rodzinnej kuchni, na moim rodzinnym Podlasiu, i czuję, jak przepływa przeze mnie miłość. Czuję ją w każdej komórce ciała, w brzuchu, w sercu, w lędźwiach, czuję, jak mglą mi się oczy i robi mi się gorąco. Wychodzę bosymi stopami na trawę, jest. Siadam na ukochanej ziemi, jest. Płynie w takich ilościach, że potrzebuję pogłębić oddech, aby ją przepuszczać, wciąż i wciąż.

Głowa stawia mi przed oczami znak zapytania – o co chodzi, gdzie jest ten obiekt, ten mężczyzna, królewicz na koniu czy inny fizyczna, namacalna przyczyna fal miłości, które się przeze mnie przelewają. I widzę krajobraz za oknem. Świeżo zaorane pole, puste gniazdo bocianie i tańczące na wietrze konary drzew. I czuję siebie, to kim jestem, kim się stałam poprzez moje życiowe doświadczenia i wybory. I jak mi się to podoba, jak mi się podoba… Spokój i błogość, które nie wiem, skąd przyszły i które wiem, że przeminą, jak wszystko.

Z czegokolwiek to uczucie wypływa, z połączenia z tą ziemią, ze sobą samą może, albo przywiał je wiatr, pozwalam mu się rozrastać i ogarniać całą przestrzeń wokół mnie. I jak mam nie wierzyć, że jestem tu, gdzie miałam być?

Tego doświadczam w obcowaniu z tym co kocham, w zatrzymaniu się i byciu. W nicnierobieniu. Nic mi nie trzeba, mam wszystko i jestem wszystkim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

EN