Ot życie…
29 września 2018
Zapiski
17 listopada 2018

Byłam ostatnio na przepięknym warsztacie. Poprowadziła go dla mnie moja przyjaciółka psycholożka i szamanka – kobieta, której wiele zawdzięczam.

Więzy przyjaźni, dobrej, wartościowej relacji, która napełnia miłością serce, która się nie śpieszy, nie czeka na swoją kolej, nie patrzy, kto dał więcej, a kto mniej, przyjażni, która wspiera i w której jedna osoba widzi drugą, takie więzy są bezcenne. Chciałabym napisać – w dzisiejszym świecie. Ale czy tylko w dzisiejszym? Tak by się mogło zdawać, bo dzis żyjemy jeszcze szybciej, niż 100, 50, czy 20 lat temu. Jednak zdaje się, że one zawsze były bezcenne.

W swojej naiwności, strawiłam wiele czasu na relacje, które ujmowały zamiast dodawać. I nie mówię tu o patrzeniu na nie pod kątem korzyści. Mówię o tym, że kiedy serce delikatne i pragnie miłości, a cos każe nie wierzyć, że się na nią zasługuje, wiele razy zdarzało mi się zadowalać okruszkami, które w moich oczach stanowiły bochen chleba. Wiele razy dawałam sobie wejść na głowę, umiejszyć, wiele razy moje palce były przytrzaskiwane zamykającymi się drzwiami do czyjegoś serca, a ja wciąż tego nie widziałam. Rozcierałam obolałe paluszki i znajdowałam wytłumaczenie dla sytuacji. I znowu sięgałam w te miejsca.

Czy kiedy jestem z kimś, to moje serce się napełnia, czy pustoszeje? Czy, kiedy siedzę przy stole z tą osobą, czuję, że to , jak jesteśmy razem, jest prawdziwe? Czy moje ciało jest zrelaksowane, czy spięte? Czy jestem sobą, czy się spinam na kogoś innego? I czy mogę się wysypać z tym, co mam w środku i wciąż być widziana, a to, co mówię, będzie przyjęte?

I choć mówię o tym, co ja, to tak, to działa w obie strony.

Dobrych relacji sobie życzę. Pięknych i pełnych miłości, która płynie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

EN