Dawno temu napisane, dziś odnalezione…
16 lutego 2020

W tej podróży tu na Ziemi przepływało przeze mnie uczucie wyobcowania. Poczucie samotności trzymało je pod rękę, od kiedy pamiętam. Wpatrzona w rozgwieżdżone niebo czułam się wszechogarnięta uczuciem, jakbym była sama, jakby nikt inny na Ziemi nie istniał.. czułam się, jak gdyby moja rodzina była gdzieś daleko. Z pewnością brało się to między innymi z tego, że w mojej rodzinie trudno mi było poczuć się widzialną i prawdę mówiąc uczucie przezroczystości zniknęło zaledwie na początku tego roku :), z pewnością były też inne powody takiego uczucia.

Odwracając głowę w stronę miłości, wszytko znika. Cały, pieczołowicie przez dziesiątki lat zebrany bagaż doświadczeń, który, wydaje się, stanowi moją tożsamość, znika. Mogę poczuć, że jestem większa, niż to wszystko, co, bądź co bądź prawdziwe w mojej głowie, nie istnieje już. Cienie wydarzeń z przeszłości, bolesnych ruchów, słów, które utkwiwszy w głowie rujnowały życie, są tylko cieniami. To nie istnieje. Istniało przez chwilę, wiele lat temu, ale czy naprawdę? Czy warto, by moje życie było pod dyktando czegoś, co kiedyś się wydarzyło i, choć wyrwane z kontekstu, trzymało władzę nad tym, kim jestem?

Zwracając głowę w stronę miłości czuję, jak jej strumień miękko otacza i przechodzi przeze mnie i nie muszę nic robić, wystarczy, że go czuję i nim oddycham. Nie muszę przechodzić kolejnych procesów uzdrowienia, trzymać się tej chwili, próbować zrozumieć, czy odpowiedzieć na podstawowe pytanie – dlaczego. Miłość uzdrawia wszystko i jest jedynym, co jest prawdziwe. Wszystko inne to iluzja, choć jakże prawdziwa. Ale jeśli tylko wyciągnę rękę do miłości, to nic więcej mi nie trzeba, tylko zamknąć oczy i się zanurzyć..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

EN